fbpx

Dlaczego lepiej mieszkać na wsi?

Hejoł Misiaczki! Pamiętacie wpis, gdzie trochę ponarzekałam na nasz wiejski dom i jego wiejską okolicę (TUTAJ). Biadoliłam, że wiatr duje jak szalony, że do sklepu daleko i plewić trzeba dnie całe, a jak nie plewić to kosić, sadzić, w kominku palić, odśnieżać i inne różne jeszcze. Tak, a ponarzekałam sobie, a co? Mam prawo, jak każdy Polak statystyczny, do deputatu rocznego na narzekanie (a nawet mam obowiązek, ha!). Ale czy tak mi źle na tej wsi, że siedzę, ręce załamuje i zabieram się do liczenia kafelek w łazience. No, czasami tak. Ale są też plusy wiejskiego życia, w górskim domostwie. Z tych które mi najbardziej przypadały do serca zrobiłam oczywiście…listę ( jednak kocham to uporządkowanie tekstu, ah♥!).

1. Ruch uliczny i parking
Pomyślicie sobie, że na łepetynkę upadło mi się przypadkiem. Bo jak, z możliwych pulsów mieszkania w górskiej okolicy, można wybrać parking, no bicz plissss…😛 . A co ja poradzę, że właśnie tak jest? I nie chodzi mi tutaj o ciszę, bo auta co chwilę nie jeżdżą, czy o spalin brak, chodzi właśnie o DUŻO MIEJSC DO PARKOWANIA i MAŁO AUT NA DRODZE. O moich umiejętnościach samochodowych pisałam Ci Tutaj, więc wiesz, że marny ze mnie Hołowczyc. A puste, wiejskie drogi dają mi poczucie wolności i bezpieczeństwa zarazem. No i parking, o mama mija, jaka to ważna sprawa! Mieszkając w centrum, nie raz zdarzało się mi czy memu kochanemu Mężu poszukiwać parkingu dobrą GODZINĘ ( po wcześniejszej niekrótkiej drodze do domu🙁). Godzina z życia- to mało? Zmęczenie, irytacja sięgająca zenitu, tracąca się nadzieja na ciepło domowego ogniska i posiłek- to emocje jakie towarzyszyły mi w poszukiwaniu miejsca. Teraz ma przed domem pole, na którym parkuje!!!

1. Ruch uliczny i parking
Pomyślicie sobie, że na łepetynkę upadło mi się przypadkiem. Bo jak, z możliwych pulsów mieszkania w górskiej okolicy, można wybrać parking, no bicz plissss…😛 . A co ja poradzę, że właśnie tak jest? I nie chodzi mi tutaj o ciszę, bo auta co chwilę nie jeżdżą, czy o spalin brak, chodzi właśnie o DUŻO MIEJSC DO PARKOWANIA i MAŁO AUT NA DRODZE. O moich umiejętnościach samochodowych pisałam Ci Tutaj, więc wiesz, że marny ze mnie Hołowczyc. A puste, wiejskie drogi dają mi poczucie wolności i bezpieczeństwa zarazem. No i parking, o mama mija, jaka to ważna sprawa! Mieszkając w centrum, nie raz zdarzało się mi czy memu kochanemu Mężu poszukiwać parkingu dobrą GODZINĘ ( po wcześniejszej niekrótkiej drodze do domu🙁). Godzina z życia- to mało? Zmęczenie, irytacja sięgająca zenitu, tracąca się nadzieja na ciepło domowego ogniska i posiłek- to emocje jakie towarzyszyły mi w poszukiwaniu miejsca. Teraz ma przed domem pole, na którym parkuje- serdecznie pozdrawiam Pana Rolnika🙂.

2. Markety
Centra handlowe, galerie, molochy- nienawidzę po stokroć! Somo przebywanie w nich jest niebywale męczące- bolą oczy od zbyt jaskrawego światła, bolą nogi od chodzenia po nienaturalnie równej powierzchni, a żeby kupić olej i płatki musisz przejść nie małą odległość. OMG, i ten wybór, niemożliwie duży wybór puszek pomidorów, wieczne promocje, wieczne kolejki, poddenerwowani ludzie, kolejne godziny z życia. Nie wiem jak wy, może ze mną po prostu coś jest nie tak (co już od dawna podejrzewam🙂), ale ja po powrocie z takiej zakupowej eskapady czuję się jakbym pole przeorała, a i tak odkrywam, że zapomniałam tego oleju. Horroritto. A tu, na wiosce, 1 mały market, 1 średniej wielkości, zwykłe spożywczaki. Podjeżdżam sobie spokojniutko, parkuję bez problemu, często po prezydencku, prawie pod samym wejściem i biorę czego potrzebuję ze sklepiku o metrażu 50 m2. I mam wszystko czego potrzebuję, serio. A jak czegoś nie mam, np. szyjek rakowych, to wolę nie mieć szyjek rakowych i wyrobić się w pół godziny z zakupami, niż spędzić 2 godziny wśród 40 rodzajów płatków śniadaniowych🙂.

3. Pieskie życie
To jest wygoda- dla mnie i dla psa. Że się wybiega po ogródku, a na spacer wychodzimy bez smyczy ( prawie że), bo pola i górskie okolice. Co prawda są sezony, że musimy uważać na leśną zwierzynę, wtedy księżniczka wraca na smyczkę, ale to zwykle zimowe okresy. Pies zdecydowanie odżył- pewnie nie wyobraża sobie już powrotu do miejskiego życia (o ile piesy mają wyobraźnię) i już zawsze chce po lasach i polach biegać. Dla posiadaczy zwierząt wiejskie tereny są na pewno lepsze, a my zwierzaki kochamy i nad drugim psem się zastanawiamy🙂. Dobry Pomysł?

4. Lata gorące, zimy mroźne
Zawsze byłam zmarzluchem okropnym, ale od upału też mi się kręci w głowie i robi się momentalnie słabo. Taka natura- Księżniczki na ziarnku grochu😛. Tu jakoś człowiek lepiej wszystko znosi, upały są mniej dotkliwe w cieniu drzew, w podmuchach górskiego wiatru i otoczeniu wiejskiej wilgoci- z dala od rozgrzanego asfaltu i duchoty miejskich kitek. Za to zima- niby że na wsi to trudniejsza, ale ja tak wcale nie sądzę. Śnieg , jak jest, to biały i pięknuchny, tworzy bajeczne krajobrazy na górskim zaoknie😛, ogień trzaskający w kominku dodaje otuchy i zawsze można wyjść na szybki, mroźny i pobudzający krążenie spacer w górach. Dla mnie to trochę lepsza opcja zimowa niż zszarzały śnieg na ulicach, plucha miasta i przymus bycia ciągle w pomieszczeniu. Zima pasuje do gór, stapia się z nim i jest w nich piękna, c’nie😛 ?

5. Bodźce bolące
Och, to jest mega! Że nie ma tych banerów rażących, w oczy kujących czerwony pepsi czy coli, nie ma plakatów H&M z anorektycznymi dziewczynkami w za dużych jeansach, które tylko podkopują twoja samoceną i dają myślom zdradzieckiego kopa: Idź coś kup, jest już nowy sezon a ty masz stare ciuchy. Migające banery, telebimy ze zmieniającymi się reklamami- to nas męczy serio, męczy poznawczo, psychicznie, ale też fizycznie męczy wzrok. Ludzie w miastach są cały czas narażeni na bodźce. Nieustanne bodźce = nieustanna myśl. Bez odpoczynku, bez chwili luzu dla naszej głowy. Żeby się od tego oderwać musisz wsadzić się w auto i, często w korku, wyjechać z 50 km za city (jeśli masz szczęście i 50 km za miastem jest trochę przyrody). Bo przyroda uspokaja, daje skołowanym myślom chwilę urlopu, pozwala skupić się na jednym, niezmieniającym się krajobrazie. Życie na wsi to mniej bodźców i wolność głowy🙂.

Wiecie co? Ta lista mogłaby mieć jeszcze z kilka podpunktów takich jak prywatność, możliwość uprawiania sportów, cisza, spokój, piękne widoki itp. Życie na wsi ma zarówno plusy jak im całą masę minusów; a ja jako świeżo upieczona wieśniaczka, dopiero uczę się ich obu. Jak nauczę się więcej, to może powstanie część druga tej listy ( minusów już mam na drugą listę, że ho, ho!).
Pozdrowionka dla wszystkich Dam i Wieśniaczek!

Brak komentarzy

Napisz komentarz