fbpx

Proste życie. Do tego nie potrzeba pandemii

Dzień dobry z wioski!

 Nie raz, w trakcie trwania tej pandemii, zdarzyło mi się dostawać wiadomości dotyczące ZBAWIENNEGO WŁYWU KORONAWIRUSA na życie ludzkie.

Podobno docenialiśmy to co mamy…

Podobno zorientowaliśmy się, że dobrze nam w domu…


Przez wirusa rodzice ponownie stali się opiekunami swoich dzieci.

Zobaczyliśmy, że właściwie to nam lepiej bez całego blichtu galerii handlowych, wystawnych restauracji i podróży NieWiadomoGdzie.

Wieść niesie, że doceniliśmy prostotę, zaczęliśmy się cieszyć z drobnostek, i staliśmy się bardziej życzliwi..

Rozwinęliśmy sowie pasje i zakochaliśmy się w domowym jedzeniu, chlebku który wyrósł w naszym własnym piekarniku i warzywach hodowanych na okiennych parapetach.

Zmieniliśmy się na lepsze, przez koronawirusa.

…………………………………………………………………………..

Aha!

Dobrze, że ta moda już przeszła, bo za każdym razem kiedy widziałam podobną wiadomość, słabłam, że aż musiałam usiąść😉.

Istnieje na świecie spore grono osób które I BEZ EPIDEMI koronawirusa docenia uroki prostego życia. Jest mnóstwo ludzi, którzy cieszą się z tego co mają i potrafią dostrzec fascynujące codzienne detale, jak popołudniowy sen przy akompaniamencie wiosennego deszczu , czy własnoręcznie wydziergany szalik

Są osobniki, które świetnie sobie w kuchni radzą, i bez  TermoBajera pieką własne chlebki, robią miody z mleczu i suszą liście malin. I to z UWIELBIENIEM! Cieszą się ze swojego TuITeraz, cieszą zabawą z dziećmi, chwilą w samotności, kapką książki na dobranoc. Nie potrzebują wiele, a mają tak wiele.

I pięknie. Proste życie jest cudowne, a im mniej chcemy, tym bardziej szczęśliwi jesteśmy, zgadzam się z tym (więcej moich wpisów o minimalizmie znajdziesz tutaj: Skąd pomysł na mini życie? Dlaczego warto odpuścić? Nie kupuje, wyrzucam, kocham moją szafę, Poddałam się i szczęście mnie odnalazło).

 Jestem wierną fanką minimalizmu i zagorzałym przeciwnikiem wielkich szaf. Uważam, że im prościej tym lepiej, a im mniej tym cudowniej. I cieszę się z tego co mam. Mam doniczkę z pomidorami, szafę pełną starych ciuchów, pasje, rodzinę i spokój w sercu. Nie wydaje kasy na skórzane torebki, ale lubię usadowić pośladki na restauracyjnym krześle😊 i tu zdradzam ducha postoty, ale to nic. Nie mam obsesji na punkcie prefekcji, czy to w wyglądzie, wychowaniu dziecka, pracy czy czystości domu. Najważniejszą dla mnie walutą jest Czas- dla rodziny, i ciut dla siebie. Potem mam walutę papierową- książki. To moja wersja minimalizmu. Proste życie by Maruda.

Ale epidemia koronawirusa wcale nie byłą mi do tego potrzebna. I nie wierzę, żeby Koronawirus mógł zmienić zagorzałego konsumenta w czciciela prostoty.

Bo taka zmiana musi wyjść z wnętrza, być zmianą kierunku, nowym początkiem, nowym standardem, który wyznaczymy sobie Sami. A nie nakazem wydanym przez rząd Rzeczpospolitej Polskiej.

Siedźcie w domu, Rodacy, gotujcie w swej kuchni i zasiejcie zielnik na parapecie…

Ludzie się nie zmienią pod wpływem informacji z zewnątrz. Jak to? A tak to;)

Gdyby tak było gdyby wystarczyło tylko pokazać ludziom odpowiednie dane, żeby ZROZUMIELI!! to skąd mielibyśmy taki odsetek palaczy?  Czy oni nie wiedzą, że od tego się umiera? Nikotyna zabija .Jest napisane na każdej nikotynowej paczuszce szczęścia. Są antynikotynowe kampanie, można się zgłosić do poradni ect…

To skąd ci palacze, skoro im POKAZUJEMY prawdę? Tak jak niby KORONOWIRUS NAM pokazał, hmm? Pokazał nasze zapętlenie, naszą pogoń za karierą, bogactwem, za tym, żeby mieć więcej?

No właśnie…

Ludzie zmienią się pod wpływem czynników wewnętrznych. Dopiero wtedy możemy mieć nadzieję na względnie trwałą zmianę. Zmiany, jakie dokonują się pod wpływem czynników zewnętrznych są krótkotrwałe lub pozorne.

“Nikt cię nie zmieni, dopóki ty sam siebie nie zmienisz”

Allejula!

Dotyczy także koronawirusa.

Chcesz przestać pędzić, zatrzymać się na chwilę, uspokoić swój rytm życia? Ok, świetnie, dobrze dla Ciebie. Zastanów się, dlaczego chcesz to zrobić, co Ci najbardziej przeszkadza, a co lubisz w swoim życiu.

 Co jest ci do tego szczęśliwego życia potrzebne? Drogie auto na kredyt? Najnowsza torebka Louis Vuitton? Czy może wystarczy spokojny niedzielny wieczór, po którym wiesz, że pójdziesz do pracy, tej Twojej Fajnej Pracy, a nie szalonego stresowego kołowrotka dla szczurów. Może wystarczy wypożyczona w bibliotece miejskiej książka, rower ze szrotu ogarnięty i koc zrobiony przez przyjaciółkę. Wierzę w to, że każdy z nas ma swoją własną drogę, swoją własną prostotę odpowiadającą najważniejszym potrzebom (które nie są takie same u każdego!!) i każdy może stworzyć swój własny minimalizm. Z “rzeczy”, które są mu do szczęścia potrzebne.

  Bez pandemii, tak sam z siebie…

Spodobał Ci się wpis? Śledź mnie na Instagramie i Facebooku

Brak komentarzy

Napisz komentarz