fbpx

Choć, zdradzę Ci moją tajemnicę

  Cześć z tej mojej wiochy!

Dziś dzień wyznania.

 Jeśli już Marudę trochę czytacie to wiecie, że trochę ucichłam na zimowe miesiące. Nie było nowych wpisów, postów na stronie, zdjęć. Powiem Wam prawdę…

Trochę się poddałam.

W tej pisaninie mojej.

Męczyły mnie ciągłe blokady strony na IG i FB🙁, kiedy to moje wpisy “nie spełniały standardów społeczności” i znikały z pola widzenia. Kiedy link do mojej strony był blokowany- bo jakie to ja straszne rzeczy tam nie wyczyniam😉 . Irytowały mnie płatne zasięgi, tony blogów typu najlepsze kapsułki do prania, ciągła walka z systemem.

Byłam już tym zmęczona i… dałam sobie czas.

Bo w myśl żółwiej filozofii (poczytasz tutaj: Powoli żyj, jak żółw) zawsze można się zatrzymać, odpocząć, popatrzeć z drugiej strony plaży. I tak też sobie powiedziałam- zostawiam to na razie.

Choć wierzcie, nie przyszło mi to łatwo, bo nie dość, że ja to blogowanie BAAARDZO LUBIĘ, to jeszcze włożyłam w nie tonę pracy, poświęciłam masę chwil, które mogłyby być beztroskimi chwilami wytchnienia od matczynej codzienności. 

Mogły być upragnionym snem!

Mogły być pożądanym przez pośladki treningiem

Mogły być kryminalnym serialem na netfliksie.

Ale nie! Te wszystkie chwile wytchnienia były BLOGIEM i choć dawały mi ogrom satysfakcji, to jednak nie były czystym odpoczynkiem.

Więc powiedzieć STOP nie było mi łatwo.

Ale dałam sobie ten najcenniejszy dar- CZAS.

I PRZEZ TRZY DNI BYŁO OK😉 😛. Genialnie wręcz!

Obejrzałam serial, upiekłam w spokoju ciasto i zmyłam wieczorem podłogę. Ale potrzeba tworzenia jest wyryta głęboko u postawy mojej mózgownicy, więc po tych trzech dniach poczułam kreatywny głód…

I się wkręciłam…

Na fotkach widzicie mnie z aparatem. Ale to nie zdjęcia zajęły marudzią głowę. Choć cykać fotki lubię i wychodzą nawet przyzwoicie (oczywiście dalekie są od tych cudeniek, które oglądam na IG…Co tam ludzie nie wymyślą!!!😮 ) to jednak jestem człowiekiem słowa (więcej o tym poczytasz tutaj: Czego nie znajdziesz na tym blogu?). Słowo pisane mi leży.

Wzięłam się za pisanie. I miałam ochotę na coś innego niż wpisy, które publikuje tutaj dla Was. Miałam chęć na coś odrealnionego. Czystą fikcję!

I tak powstał Dom numer 47.

Moja pierwsza książka!

Bo nie dość, że udało mi się ją napisać, to jeszcze znalazł się wydawca, który uwierzył w jej potencjał.

A co tam… pochwalę się. Kilku wydawców miało na Dom numer 47 chęć!

  Wiecie, że kocham kryminały (poczytasz tutaj, Autorzy kryminałów, dzięki którym przetrwasz każdą kwarantannę i Dlaczego kochamy kryminały), więc wybór treści nie powinien Was zadziwić.

Ina Sørenberska– to mroczna odsłona Marudy, psychologiczny thriller, którego akcja rozgrywa się oczywiście w Górach Sowich.

Mam nadzieję, że Wam się spodoba. Po napisaniu tej książki spokojnie wróciłam do blogowania, które ponownie sprawia mi wielką przyjemność. A o Domu numer 47 więcej powiem Wam już wkrótce.

Buziaki od Marudy!!

Spodobał Ci się wpis? Śledź mnie na Instagramie i Facebooku

Brak komentarzy

Napisz komentarz