fbpx

Skąd pomysł na MINIżycie?

Hej Groszki! Pewnie słyszeliście nie raz (może w telewizorni czy czytadło jakieś Wam wpadło w ręce) o ludziach, którzy ze szczytów kariery rezygnowali, RzucaliWszystkoByWyjechać w Bieszczady i żyć według zasad minimalizmu. Sprzedają swoje wypaśne domy na przedmieściach wielkich miast, sprzedają fury za NieWiemIle 😮 i decydują się wieść żywot skromy i uprawiać pomidory w przydomowym ogródeczku, w Bieszczadach, Pieninach czy gdzie ich tam wie😛 . I obwieszczają światu Ci eks-karierowicze, że są SZCZĘŚLIWI, że sens życia odnaleźli i jest im teraz lepiej. A wyjechali w te Bieszczady, bo mieli dość- dość gonitwy wiecznej, za pieniądzem co szczęścia nie daje, dość kupowania prestiżu, który nie przynosi lęku ukojenia.  Taką to motywacje często Ci eks-bogacze przedstawiają.  Mnie do szczytu kariery daleko, nie wiodę pełnego splendoru i dóbr luksusowych życia. Moja motywacja do MiniŻycia była zgoła INNA . Prosta i przyziemna, jak życie prostego, statystycznego człowieczka. Moja motywacja to BAŁAGAN. Nie chodzi o sterty piętrzących się przedmiotów, raczej o bałagan codzienny, bałagan zwyczajny, bałagany przy stanie ilości rzeczy akceptowalnym dla statystycznego Kowalskiego. Bałagan, z którym nie potrafiłam dać sobie rady. Bałagan, który zabierał mi czas, energie, siłę. Bałagan przez który kłóciłam się z mężem (perfekcyjnym bardziej niż Perfekcyjna Pani Pomu😊 ).  Codzienne układanie góry rzeczy, rzeczy służących do segregowania tych rzeczy, rzeczy do przechowywania rzeczy. I kupowanie rzeczy. I rzeczy do przechowywania rzeczy.  

Ja nie ogarniałam po prostu. Nie chciałam też ogarniać, resztką sił, o 23 w kuchni, układając kolejne garnuszki do pary (więcej o tym, że nieogarnianie jest mi bliskie pisałam Ci TUTAJ). I tak w serduszku zrodził mi się pomysł, pomysł na to, żeby się tego wszystkiego pozbyć, trochę mniej mieć do układania, trochę mniej PrzydaSię, trochę mniej NaZapas.  Tak zaczęła się moja przygoda z minimalizmem (i dobrze, że się zaczęła, bo byłby rozwód jak nic😉) 

Minimalizm to narzędzie, do osiągnięcia życia uproszczonego, określenia pragnień według własnych potrzeb. A  to rzadkie, w tych czasach , gdzie potrzeba kreowana jest przez speców od marketingu, wyolbrzymiana i sterowana tak, że sami nie mamy często kontaktu z własnymi potrzebami.  

Mój pomysł na mini życie zaczął się od książki Leo Babauta “Żyj zgodnie z filozofią minimalistyczną”. W publikacji autor podaje 5 głównych zasad minimalizmu, w które wierze i o których Ci opowiem. 

5 zasad minimalizmu w sowiej interpretacji. 

1.Pozbądź się zbędnych rzeczy.

Nie chodzi o to, żeby pozbywać się wszystkiego i żyć w ascezie😊 Usuń ze swojej przestrzeni to, z czego nie korzystasz i bez czego możesz się obejść. Pozbądź się tego co nie sprawia ci radości. Wyrzucaj, wyrzucaj namiętnie (o sztuce wyrzucania pisałam Ci TUTAJ). Autor radzi wyrzucać rzeczy, z których nie korzystamy po 6 miesiącach nieużywania, po roku w przypadku rzeczy sezonowych. To chyba racjonalne podejście. Wyrzucaj, oddawaj, przekazuj dla biedniejszych – kolekcje PrzydaSię wyszły już z mody (o PrzydaSię poczytasz TUTAJ). Od kiedy nauczyła się wyrzucać (i nie kupować!!) moja szafa jest piękna- czysta, schludna. Mój dom jest pełen przestrzeni (tak to przynajmniej widzę😛) a wszystko co w nim jest, jest mi potrzebne. Choć oczywiście cały czas się uczę- mam na przykład słabość do książek. W księgarni to kiepski ze mnie Minimalista😉. 

2. Określ to, co dla ciebie najważniejsze.

Taki punkt trochę filozoficzny. Ale minimalizm naprawdę daje poczucie szczęścia, pozwala się zastanowić nad tym czego faktycznie potrzebujemy i poznać swoje POTRZEBY I PRAGNIENIA. Te prawdziwe, a nie te wytworzone przez korpo-biznes. Bo czy naprawdę potrzebujesz co tydzień nowych rzeczy z gazetki marketowej? Serio, co tydzień coś do domu, coś do ogrodu, coś do przechowywania? Ty tego potrzebujesz? Czy Ktoś Inny potrzebuję, żebyś to kupił/kupiła? 

3.Wszystko musi być istotne.

Cokolwiek robisz, niech będzie to warte zrobienia. Cokolwiek zatrzymujesz, niech będzie to warte zatrzymania. Cokolwiek kupujesz, niech to będzie Ci służyło. Nie kupuj pod wypływem chwil, na zapas, czy BoJestPromocja. Kupuj, bo potrzebujesz.  

4.Wypełnij życie radością i szczęściem.

Minimalizm jest jak odkurzacz.  Sprząta i utylizuje, daje przestrzeń na NOWE. Daje Czas- najwyższą w życiu walutę. Odkurzając swoja przestrzeń ze zbędnych pragnień, zyskujesz nagle MegaDużoCzasu! Na inne rzeczy. Wypełnij tę przestrzeń pasją, szczęściem, radością z codzienności- daj sobie szczęście- takie bez zakupów😊

5.Obserwuj i poprawiaj.

Minimalizm jest nieustającym procesem naprzemiennego obserwowania, poprawiania i doświadczania. Codziennie jest dobry czas, żeby coś ulepszyć. Ja pewnego dawnego razu, zaobserwowałam, że mój Monsz wcale nie ma problemu z kupowaniem sobie ubrań (chyba jak większość rodzaju męskiego, c’nie😛 ?). Ot, zawsze tan sam krój koszulki, zawsze te same proste jeansy, buty wygodne, do tego zawsze pasujące. I powiem Wam (choć pewnie mnie nie zrozumiecie, bo to niekobiece kompletnie!) że ja mu tej prostoty pozazdrościłam. Że nie ma jakiś dziwolągów w szafie, do których i tak nie ma butów i musiałby jeszcze kupić inne spodnie, żeby to razem jakoś wyglądało. Pozazdrościłam mu tej bezproblemowości. I zmałpowałam go (bo małpa ze mnie jedna😛) i też teraz MAM JEDEN KRÓJ KOSZULEK, JEDEN KRÓJ SPODNI i …Pasujące do tego BUTY (o płaskich butach i ich wyższości nad obcasami pisałam Ci Tutaj)!  Zakupy ciuchów zajmują mi jakieś 2o minut (dojazdu nie licząc, bo jednak mieszkam na wis dalekiej😛). I mimo, że to niekobiece i dziwaczne, to mi jest tak o niebo lepiej😊 😊 😊.  

Spodobał Ci się wpis? Śledź mnie na Instagramie i Facebooku

Brak komentarzy

Napisz komentarz