fbpx

Zbliżam się do 30 i pozytywnie to widzę, czyli kilka powodów, dlaczego jestem bardziej szczęśliwa mając TRÓJKĘ z przodu

O mama mija! To już za miesiąc Dwójkę z przodu Trójka zastąpi… Wiecie co, dotarło to mnie ostatnio, jakiś tydzień temu i tak jakoś mało co mnie obeszło. A jeszcze rok wstecz myślałam, że będę w tym czasie drzeć włosy z głowy i płakać rzewnymi łzami. W końcu wiadomo 20-latke to młody człowiek, a 30-latek to już zacny wiek średni. I w tym społeczeństwie, fit i fan, w którym młodość, jej kształty i kolory jest chełbiona bardzo, to średnio modnie być Trzydziestką😛.

Więc w sumie to się trochę zdziwiłam sobą samą i tym zlewactwem cyferkowym… Bo jak to, że przejście z Dwójki na Trójkę obchodzi mnie tyle co kurz na pólkach w salonie czy plama na spodniach Misiaka (o tym jaka ze mnie mistrzowska Pani Domu poczytasz Tutaj i Tutaj). Z racji moich psycho-zapędów w psycho-pędzie zabrałam się za psychoanalizę sowiej głowy. I pierwsze co mi wyszło to, że ja się NORMALNIE CIESZĘ z tej zmiany, z tych urodzin. Szok, nie? Bo niby dlaczego się cieszyć ze starzenia? Poanalizowałam i taka lista mi wyszła.

Zgromadzenia Młodych

O bosz, jak to dobrze, że w miarę tego starzenia się od człowieka coraz mniej się wymaga uczestnictwa w wszelkich spędach. Jak ja tłoku, tłumu i ścisku nie cierpię, że…ah, że wyprowadzałam się na wieś głuchą. Kiedy ma się te naście, albo 20 wczesne lat to niejako wpisane jest w ten stan uczestnictwo w zgromadzeniach młodocianych- czy to imprezy, pochody, marsze, koncerty, dni wszelkie, grupy. Uchroń mnie, opatrzności, od koncertowych katusz i zgromadzeń piekła. Ja tego nie kumam, nie potrafię nie chcę. Za “młodu” czasami jednak uczestniczyłam, bo jakoś tak czułam, że wypada, choć wolałabym poleżeć w domku pod kocem i poczytać książkę z kubkiem herbaty w dłoni (czy to w zimę, czy to lato, książka dobra jest🙂 ). Teraz więc cieszę się niesłychanie, że preferowany sposób spędzania przeze mnie czasu pasuje do mojego wieku i mam też dzieciaka za wymówkę😉. Nie usłyszę już od rodzicieli “Idź gdzieś ze znajomymi, nie siedź tylko w tym pokoju, zaczytasz się na śmierć” I wcale za tym nie tęsknie, zaczytując się na śmierć ( no prawie😉).

Komfort staruszkom należny

Bo jak człowiek młody to co? To pod namiot nich jedzie! W akademiku niech mieszka! W barze mlecznym niech je! A ja, tak od dziecka, od zawsze, mam w sobie miłość do komfortu. I wolę pojechać na wakacje krótsze, ale nich tam sauna na miejscu będzie, wolę mniej ciuchów sobie kupić mniej wina wypić, a mieszkać w dobrych warunkach, spać na dobrym materacu i inne takie. I nie będę, nie pojadę pod te namioty, choćby nie wiem co! Wolę w domku bezpiecznie, pod kocykiem, z książeczką…tak, powtarzam się wiem, ale ja to lubię tak Serio! A teraz mi już tak nie głupio, że leśnej szkoły przetrwania nie lubię i pod namiot się nie dam zaciągnąć🙂.

Psyyyt… Pozdrawiam wszystkich ludzi, którzy pod namiot jeździć kochają i całą Juropę i inne kontynenta tak zwiedzili. Jesteście boscy i nic do Was nie mam🙂.

Stresu mniej

No właśnie, bo niby mówili zawszę, żeby się cieszyć młodością, bo później to odpowiedzialność, rodzina na utrzymaniu, nie ma już tak lekko. Że później gorzej, stresowo bardziej, w pędzie i w biegu. A ja im starsza jestem tym się mniej stresuje –inaczej całkowicie. A czemu? Moim zdaniem z biegiem lat człowiek oblatany bardziej się robi, przeżył już stresujące wszystko “Pierwsze”, trochę mniej stresujące “Drugie”, i przy “Trzecim”… wiecie, jak to jest. W tej dekadzie dwudziestki to się stresowałam bardzo, bo dużo sytuacji miało miano “Pierwszych”- pierwszy egzamin, magisterka pierwsza, pierwsza kłótnia duża, pierwsze rozstanie, pierwsza praca, pierwsza w niej prezentacja, pierwszy telefon do indyjskich ludzi, pierwszy ślub, pierwsze dziecko, pies pierwszy. Ufff… zmian, wyzwanie za wyzwaniem. Teraz coś tam też się zdarzy, ale… w porównaniu do tego WSZYSTKIEGO to malizna🙂. Więc można sobie spokojnie, bezstresowo się czwartkować i piątkować🙂

Ciało moje kochane

No, jak większość kobiet na świecie, drżę w trosce i obawie o swój wygląd i ciała swojego proporcje. Za młodu, we wczesnych latach dwudziestych (hehe) to je katowałam dietami, ćwiczeniami ponad siły, głodówkami, tabsami, pasami, kremami cud i innymi tego typu niebezpieczeństwami. Żeby je pokochać miłością prawdziwą musiałam przejść długą drogę (o błędach jakie popełniłam mierząc się z nadwagą piszę Ci TUTAJ), ale udało się, choć nadal walczę nie raz z fit boginią, która chce przejąć władzę nad moją głową. Przeszłam przez zaburzenia odżywiania, żeby dojść do odżywiania z miłością i szacunkiem do ciała. Nie porównuję się już z plakatami anorektycznych modelek reklamujących znane marki. Nie każę mojego ciała, że nie mieści się w jeansy XS ( jeszcze źle skrojone). Wolę więc być zadowoloną z siebie Trzydziestką niż martwiącą się o każdy gram jedzenia Dwudziestką🙂

Czasu szanowanie

Perspektywa czasowa się zmienia to prawda, zwłaszcza jak ma się Małego Brzdąca na stanie. U mnie nic się nie zmieniło, minęło tylko kilka tygodni, natomiast po Maluchu widać, jak czas nam ucieka. Ucieka, biegnie, gna… Jako młoda dziewczyna goniłam za nim, żeby go prześcignąć, być pierwsza, żaby zrobić WSZYSTKO, no i WSZYSTKO NA CZAS. Teraz patrzę na to inaczej- wolę spędzić czas z rodziną, podumać chwilkę, sprawić sobie prostą przyjemność. Stopniowo wyrzuciłam z życia czasozabieracze (poczytasz o uproszczeniu dnia TUTAJ), jak podążanie za szybką modą, fit-celami, bezcelowe zakupy, magazynowanie rzeczy (+ sprzątanie i układnie tych rzeczy!), przejmowanie się cudzymi opiniami. Zostawiłam to naprawdę się przydaje i czemu chęć poświęcić CZAS- najważniejszą walutę w życiu każdego człowieka!!! Może świadomość bliskiego półmetku sprawiła, że zaczęłam postrzegać czas jako bardzo cenny, a niektóre płaszczyzny życia jako nieistotne. Myślę , że tak. Czasuję więc sobie spokojnie, bez gnania za czasem , którego nie dogonię i cieszę się tym co mi daje w swej łaskawości🙂.

 

Brak komentarzy

Napisz komentarz