fbpx

Jak FUNKCJONUJĘ w sypialni

Delikatnie, miło w dotyku, bez ceregieli i udziwniania.
Kiedy kupiliśmy Dom Nienowy ( co nie obyło się bez wpadek, o czym poczytasz TUTAJ) spełniło się jedno z moich marzeń- marzenie o posiadaniu sypialni. I choć reszta domu była względnie wyposażona, w sypialni znajdowała się jedynie rama łóżka i dwie szafki nocne. Było więc pole do popisu. Urządzając sypialnie chciałam, żeby zmysł wzroku był ostatni w kolejce. Najpierw dotyk. Miało być przede wszystkim wygodnie, komfortowo, prosto, funkcjonalnie.

LENIWIEC ORGANIZUJE

Chciałam zapomnieć o „koszmarze” sobotnich poranków w moich czasach nastoletnich. Przypadało mi wtedy w udziale odkurzanie nieliczonej ilości bibelotów, pamiątek i figurek w naszym domu. Ot, takie zajęcie, żebym się nie nudziła. Uważałam je w tych czasach za totalnie bezcelowe… i moje zdanie na ten temat się nie zmieniło.

W moim domu wszystko jest zorganizowane NA LENIWCA, czyli tak, żeby wymagało ode mnie jak najmniej pracy i jak najbardziej ułatwiało mi życie. Sypialnia jest dla mnie szczególnie ważna- kiedy po pracowitym dniu padam na twarz to chcę, żeby ta twarz dotknęła czegoś miękkiego i delikatnego. Chce mieć wszystko pod ręką, jednocześnie nie bać się bałaganu i „kurzołapów”.

Jak największy leniwiec organizuje sobie norkę do leniuchowania?

 

Lampa funkcjonalna
Pierwszą moją zdobyczą do sypialni były lampy HEKTAR, z IKEI (możesz zobaczyć je tu TUTAJ). Genialne, bo robią za ładowarkę do telefonu.

Nie muszę już więc przed snem (z rozpaczą w oczach bo zostało  jedyne 5%), miotać się jak lew po klatce w poszukiwaniu ładowarki (lampę trudniej zgubić😊). Nie ma też brzydkiego kabla, co oczyszcza przestrzeń i pomaga w zachowaniu BHP (nie jedni bowiem ucierpieli w starciu Kabel od ładowarki na podłodze VS Kapcie zaspanej matki).

Początkowo byłam niezadowolona jedynie z braku możliwości zabawy ładującym się telefonem, potem odkryłam, że lampa ma z tyłu wyjście USB i już do końca się zakochałam♥.

Kolejną rzeczą, która ułatwiła mi życie to ustawienie małych pudełek na szafkach nocnych. Chowam w nie leki, krem do rąk, kabel USB czy inne pierdołki niezbędne mi przed snem. Dzięki temu się nie kurzą, wyglądają estetycznie i dziecka nie kuszą (a przy 8-miesięczniaku to istotna sprawa).

Świeczka bez ognia
Uwielbiam świeczki, ale… nie w sypialni. Ma się rozumieć, że z chęcią zapaliłabym zapachową świeczuszkę do wieczornego filmu czy książki, jednak panicznie boję się POŻARU. No wiecie, że zasnę, nie zgaszę, dom spalę, rodzinę zgładzę. Zrobiłam sobie natomiast imitację świeczki- do lampionu (z PEPCO) włożyłam dwa świetlne łańcuchy. Wypisz, wymaluj- bezpieczna świeczka😊.

Sypialnia- dom ciucha brudnego
Moim problemem w sypialnianej okolicy zawsze były ciuchy. Brudne ciuchy, średnio brudne, jeszcze się ubierze– posegregowane w tak zwanej Otwartej Szafie– czyli wszędzie. Ciuchy przymierzone, ciuchy nie uprasowane– dużo ubrań o rożnym przeznaczeniu w różnych zakątkach. No wieeeeeeeeeeeeeem, lenistwo totalne. Zbliżam się do 30-tki, i mimo prób poradzenia sobie z ciuchowobajzelostwe, nie zmieniłam obyczajów i już pewnie nie zmienię. Starych drzew się nie przesadza…hehe😊.

Chciałam więc zorganizować przestrzeń tak, żeby była przyjazna dla mojego wewnętrznego lenia, ułatwiała mi zarządzanie szafą i nie dopuszczała do kłótni z moim Mężem o „znowu ciuchy wszędzie”.

Pomógł mi w tym wieszak TJOLANTA ♥ z IKEI ( sprawdzisz  go TUTAJ ) na ciuchy do użytku jeszcze. Pomógł wieszak na wieszaki w Netto kiedyś ogarnięty.
Pomaga też kosz na pranie dzienne. Specjalnie jest małych rozmiarów, żeby zmusić mnie do opróżniania go przynajmniej raz na dwa dni. Wiem, straszna jestem. Ale to lepsze od znajdywania ukochanych spodni pod łóżkiem po miesiącu. I jeszcze brudnych na dodatek.


Materac
Tu zainwestowałam. Anty-stresowy! Dopasowany do nas. Jak wybrać idealny materac? Ja znam jeden sprawdzony sposób- odwiedzić jeden z marketów z bogatą ofertą materacy i POPRÓBOWAĆ.

 

Minimalizm
Nie ma wielu rzeczy w tej naszej sypialni. Tak miało być. Ale te rzeczy, które są spełnią KONKRETNĄ FUNKCJĘ. Pomagają mi w organizacji dnia, a nie przeszkadzają; ale trzymam, bo „ładnie wyglądają”.  Nie mam też rzeczy z wyższej półki, na które muszę uważać, żeby dzieciak nie dotykał i drę japę na Męża, żeby się obchodził delikatnie. Nie odczuwam potrzeby płacenia za coś, co nie przynosi mi korzyści a jeszcze muszę na to UWAŻAĆ.

Mam co prawda kwiatki doniczkowe, ze względu na kojący wpływ roślin na osoby przebywające w pomieszczeniach. Autorem drewnianej podstawki jest mój kochany Mąż♥.

 

 

1 Comment

  • Manu 14 października 2018 at 07:44 Reply

    Bardzo ciekawy wpis.
    Jak pierwsza wizyta u psychologa z powodu zespołu obsesyjno-kompulsywnego.
    W tym szalonym, życiowym tempie, gdy żyje się z poczuciem winy niespełnionego obowiązku utrzymania czystości i porządku, walcząc jednocześnie z ogromnym zmęczeniem.
    Podoba mi się Twój dystans do rzeczy materialnych.
    Świetnie zaznaczyłaś „mieć czy żyć?”.
    Z wpisu wynika to drugie.
    Jest to bardzo budujące.
    Napełnia optymizmem.

Napisz komentarz