fbpx

6 błędów, jakie popełniłam kupując Dom Nienowy

Kupno domu to decyzja na lata. Powinna być przemyślana gruntownie, wzdłuż i wszerz i jeszcze raz wzdłuż. A nie na wariata, bo miłość w oczach (♥♥!)  przy pierwszych oględzinach i czapka spada, jak myślisz o wieczorkach w TYM salonie; gotowaniu obiadków w TEJ kuchni, i kąpieli w TEJ WŁAŚNIE łazience. Tak dom kupiliśmy my. Para młodych zapaleńców, którzy na myśl o tym, że mogą mieć własny dom rozpływali się jak czekolada w garnku😊. I zobaczyliśmy nasz Dom Nienowy, z lat 70-tych, trochę przebudowany i odnowiony, otoczony polami i z widokiem na góry. I strzał amora na miejscu😊. Co prawda każde z nas zakochało się w tym domu na swój sposób: mojego Męża zauroczyła okolica, spokój, odległość od drogi, trasy biegowe. Ja z kolei zakochałam się we wnętrzu domu- niskich sufitach, starych belkach, kominku. No i pokochaliśmy bez wątpliwości. I kochamy nadal, choć wątpliwości powinny się pojawić, bo kupując dom TERAZ na pewno zwróciłabym uwagę na kilka ważnych aspektów i zmieniłabym niektóre kryteria wyszukiwania. Więc co mi się NIE PODOBA w naszym ukochanym domku?

1. Ogród za duży
Jeśli statystyczny mieszczuch marzy sobie o domu na wsi, to ogród jest na pierwszym miejscu tego marzenia. Tak, ogród nam się marzył. Taki duuuży ogród, żeby można było całą rodzinę na grilla sprosić, drzewka posadzić, sad może, i kwiaty, mnóstwo kwiatów. I jeszcze grządki warzywne sobie sprawić, żeby własnymi pomidorkami częstować.

Tak sobie marzyliśmy w gorące letnie popołudnia, kisząc się w naszym mieszkaniu przy głównej drodze. O zielonej idylli, gdzie cień i  radość mieszka. Jak zobaczyliśmy 10-arową działkę Domu Nienowego, z piękną brzozą płaczącą, na górskim odludziu, to w naszych głowach rozśpiewały się chóry anielskie. Tak, my tu będziemy ogrodować! Duuuuuużo miejsca, na duuużo pomysłów! Yeeea.
Rok później…
Trawa po kolana, chwasty atakują jak obcy, ja w gorące letnie popołudnie pracuję wytrwale z haczką przy tarasie i zastanawiam się po co sufrażystki walczyły o wolność kobiet? No po co, się pytam? Żeby nie musiały tylko w domu sprzątać, i w polu z haczą zachrzaniać. Żeby mogły pójść do pracy, rozwijać się, własność materialną posiadać i się bogacić. I po tych dekadach minionych, mamy taką super sytuację, że my kobiety możemy zarabiać, posiadać i bogacić się. A jak już się rozwiniemy, popracujemy i wzbogacimy to możemy kupić sobie dom z wielkim ogrodem, w którym będziemy sobie mogły W KOŃCU w pocie czoła spokojnie popracować. Tak mnie wtedy sarkastyczna refleksja naszła😊.
Teraz jestem zdania, że ogród powinien być kompaktowy. Jeśli jest za duży to zabiera nam czas, siły i środki.
Zauważyłam na przykład, że my korzystamy z 1/3 naszego ogrodu- do pozostałej części chodzimy okazjonalnie lub kiedy woła o porządki. Istotna jest RÓWNOWAGA pomiędzy czasem jaki poświęcamy na pielęgnację danego kawałka przestrzeni a czasem w jakim korzystamy z niego.
Kupując dom teraz szukałabym domu z mniejszą działką, o którą łatwiej zadbać i która zostawia nam więcej czasu wolnego dla nas samych. Ja preferuję korzystanie z skrawka zieleni, przykładowo popijając zimne białe winko na krześle albo bawiąc się w piknik z moim synkiem na kocyku (do tego nie potrzeba kilkunastu arów) niż koszenie, odchwaszczanie, nawożenie, przycinanie … i nie wiem co jeszcze, ale bez końca. Wybrałabym więc mniejszy ogród i więcej czasu, odrzucając ogromny ogród z ogromem pracy.

2.Miejsce do przechowywania
Kiedy wdreptałam po raz pierwszy do Domu Nienowego do głowy by mi nie przyszło, że coś się może tu NIE ZMIEŚCIĆ. Nasz dom co prawda nie jest w kategorii domów olbrzymich, co można po nich jeździć koleją; ma te swoje 110 m2, co dla mnie jest bardzo przyzwoitą, a nieprzesadzoną przestrzenią życiową. Lata studenckie przemieszkałam z mężem w pokoju 2x3m 2, w mieszkaniu dzielonym jeszcze z 4 osobami (choć w porywach było nas siedmioro😊). Po latach takiego „minimalizmu” do głowy mi nie przyszło, że komuś może brakować miejsca w domu jednorodzinnym. Mojego kochanego Staruszka też takie myśli nie nachodziły. Jak statystycznego blokersa chyba. A to błąd! Bo przestrzeń życiowa w środku domu jest co prawda kompaktowa i zupełnie wystarczająca dla naszej 3 osobowej rodzinki, jednak na zewnątrz brak miejsca totalny. Nie mamy komórki, szopy, piwniczki, domku ogrodowego, garażu- „niczegokolwiek”😊. Kiedy kupowaliśmy dom w ogóle mi to nie przeszkadzało- wręcz przeciwnie, nic nie zakłócało estetyki ogrodu, a piwnica… fujjj, wilgotno i nie wiadomo jakich lokatorów może skrywać.
Nie pomyślałam, że trzeba gdzieś trzymać drewno do kominka, który mnie tak urzekł; że kosiarka zajmuje trochę miejsca a tak to już jest, że trawa w magiczny sposób nie podcina się sama. I że stół ogrodowy, że krzesła, że parasol, że grabki… i miliony innych rzeczy, których będąc mieszczuchem nie potrzebowałam, teraz będą musiały znaleźć swoje miejsce.
Obecnie więc kosiarka zdobi powierzchnie salonu pod schodami a zestaw ogrodowy chowamy do kuchni w deszczowe dni. Inwestycje w szopę planujemy na przyszły rok- na razie jeszcze magazynujemy w domu.
Serio, jak ja mogłam tego nie widzieć☹?


3.Zimowe warunki
Takie cudowne pomysły, żeby zadłużyć się na resztę życia i kupić upragniony dom, pojawiają się zwykle wiosną lub latem. Dzień długi, słońca dużo, energia rozpiera człowieka i wydaje mu się, że poradzi sobie ze wszelkimi przeciwnościami losu. Co tam, 35 lat spłacania kredytu i odsetek nieludzkich, będziemy żyli po swojemu! W nas ta myśl pojawiała się wiosną, kiełkowała i dojrzewała, a nasz Dom Nienowy pojechaliśmy oglądać w lipcu. W piękny letni dzień, kiedy górska okolica dawała ucieczkę od upału a ogród wydawał się nam oazą na pustyni. I strzała amora…nooo jasne😊.
Teraz uważam, że lepiej do kupna domu podejść strategicznie i za oględziny zabrać się zimą lub jesienią. Jesień w końcu nadchodzi, wiatr się zrywa, robi się szaro i smutno. I trochę strasznie. Zwłaszcza wieczorami. Więc to istotne, żeby wyobrazić sobie mieszkanie w danej okolicy przy mniej sprzyjającej pogodzie.
Mnie początkowo dobijał głośny i silny wiatr oraz brak świateł sąsiednich domów w długie jesienne wieczory. Dominowało poczucie osamotnienia i strachu przy każdym skrzypieniu podłogi na górze (taka strachliwa za mnie istota).
Teraz, jeśli decydowałabym się na kupno domu, chciałabym go odwiedzić w niezbyt pogodny dzień, żeby sprawdzić jaka atmosfera tam panuje i czy to mi odpowiada.

4.Odległości
Mieszczuch, jeśli jest Mieszczuchem przez całe życie, nie zauważa nawet że korzysta z miejskich przywilejów. Tak przynajmniej było moim przypadku, w mieście żyłam całe życie, jako dziecko do Dziadków jeździłam na wakacje także do miasta, więc okazji do konfrontacji mojego stylu życia z wiejskim żywotem nie miałam. Tak jak już wspominałam, kiedy zobaczyłam Dom Nienowy nie istniały dla mnie żadne problemy. Więc kiedy słyszałam komentarz zatroskanej rodzinki, że „trochę daleko” odpowiadałam „żaden problem, mamy auta”. Jednak czego mi naprawdę brakuje z mojego poprzedniego „miejskiego” życia to SPACEROWEJ ODLEGŁÓŚCI DO SKLEPU. Małego, wiejskiego, z podstawowymi artykułami – po prostu jakiegokolwiek. Niby żaden problem, a jednak- moim zdaniem największa wada naszego domu.
Bo jeśli wieczorem, po wypiciu lamki wina, zauważam że nie ma płynu do naczyń albo (o zgrozo) ani ździebka kawy na rano, to zostaje tylko 2 kilometrowy spacer albo ..herbatka☹.

Jeśli więc kiedyś przyjdzie mi jeszcze wybierać lokum, to w pobliżu małego sklepu.

5.Bez remontu
Nad tym pomyśleliśmy. Chcieliśmy kupić dom gotowy do wprowadzenia. Tak, żeby spakować 2 torby, kanapę i mieszkać. I kiedy zobaczyliśmy Dom Nienowy to oczekiwanie zostało spełnione całkowicie przez …parter domu, elegancko wykończony, ze sprzętami i meblami których AKURAT nam brakowało. Piętro domu natomiast nadawało się do całkowitego remontu. Byliśmy jeszcze wtedy tylko w dwójkę i od razu pomyśleliśmy, że to nic, żaden problem- będziemy używać tylko parteru. Nie do końca był to jednak „żaden problem”. Kiedy lato się skończyło, a pod górki zawitała jesień, zaczęło wiać.
Wiać na zewnątrz i wiać wewnątrz. Od nieuszczelnionych ścian piętra zimno rozchodziło się po całym domu. Wstajesz do pracy, a tu wiatr hula po chałupie wychłodzonej do 12 stopni Celsjusza. Koszmar każdego zmarzlucha😊!
Byliśmy zmuszeni więc szybko zabierać się za górną część domu, co przy nadszarpniętym opłatami kredytowymi i notarialnymi budżecie bardzo bolało. Dodatkowych cierpień przysparzał fakt, że z tej części domu nie korzystamy i jeszcze jakiś czas korzystać nie będziemy. Więc następny raz wykończone wszystkie piętra domu poproszę😊!

6. Wiejska ucieczka- a skillsy wiejskie są? 

Bo to istotna sprawa jest. Mnie oczywiście to zaskoczyło…Kurdenson, życie mnie ciągle zaskakuje, co dobrze o mnie nie świadczy, ale przynajmniej się nie nudzę! Mieszkając na wsi to wiejskie życie trzeba ogarniać. Ja, jako Początkująca Wieśniaczka, muszę przyznać, że dostałam trochę w du*ę.  Poza pięknymi krajobrazami i oazą ciszy, górskie życie to więcej wysiłku, pracy, ogarniętym życiowo trzeba bardziej być, że tak to nazwę. A u mnie z tym ogarnianiem to średnio na jeża. Może masz taki Monsz;) co wiele potrafi- tu porąbie, tam naprawi, tu podetnie, tam pozabija (myszy przeFuuuj) . Jak nie masz Taki Monsz, to się lepiej zastanów. Mój z gatunku tych pierwszych, ale wiele mi to nie daje, bo Staruszek w permanentnej delegacji, więcej go nie ma niż jest ☹… Wniosek z tego prosty, że czasami męskie roboty przypadają mi w udziale- ze skutkiem różnym, od tragedii całkowitej , po „Kurde, Kobieta potrafi” .  Ale w machaniu łopatą to ja mistrzem nie jestem ☹.

I tak, następnym razem ( jakbym, o zgrozo! musiała inny dom kupować) to bym się zastanowiła, CZY JA TO WSZYSTKO OGARNĘ…i czy mi się chce😊.

11 komentarzy

  • Agnieszka 2 października 2019 at 20:39 Reply

    Witaj.
    Uważnie przeczytałam twój wpis o Twoim domku w górach sowich.
    Niebawem ,bo już w przyszłym roku będziemy cieszyć się naszym domkiem w Sowich.Kocham to miejsce.Ze względu na to że mamy trójkę dzieci, szkoła, rodzina, przyjaźnie i oczywiście praca ,nie będziemy mogli przeprowadzić się na stałe. Ale tak na weekendy i święta wszystkie wolne dni będziemy…A później zobaczymy 😉
    A Wam życzę powodzenia i spełnienia marzeń.Może kiedyś spotkamy się na kawie, podziwiając widoki gór .

    • SowaNaWsi 3 października 2019 at 07:46 Reply

      Cześć Agnieszko. Dziękuję bardzo za komentarz i zainteresowanie tekstem. Gratuluję domku – wiem, jak cudownie jest spełniać domowe marzenia, one są tak blisko serca:) Kawa z widokiem na góry- jak najbardziej. Ludzie którzy kochają góry zawsze się dogadują, bo to ten sam typ;) Pozdrawiam serdecznie i wszystkiego dobrego dla Ciebie i rodziny. I jak najwięcej tych dni wolnych na Sowie:)

      • Agnieszka 5 października 2019 at 10:19 Reply

        Bardzo dziękuję:)
        Pozdrowionka 😘

  • Kasia 29 września 2019 at 19:32 Reply

    Zima, palenie w piecu, odśnieżanie, remonty wszelakie i nieustanne( a co za tym idzie-wydatki), koszenie trawy, mycie 20 okien – to tylko kilka argumentów, które skutecznie odstraszają nas przed posiadaniem domu. Nie przekonuje mnie ani herbatka na tarasie w lipcowy poranek ani grill w ogrodzie z przyjaciółmi. Pani swoim wpisem utwierdziła mnie w tym postanowieniu. Kochamy swoje 65 metrów w bloku. Kochamy ten moment, kiedy wracamy, siadamy w salonie z kubkiem kawy mówiąc:” nie ma , jak w domu”😁.Naprawdę. A państwa podziwiam i życzę dużo wytrwałości. Najważniejsze, żeby każdy znalazł swoje miejsce na ziemi.

    • SowaNaWsi 30 września 2019 at 17:24 Reply

      Witam i ślicznie dziękuję za komentarz. Tak, ma Pani racje- najważniejsze to czuć się jak w domu- wygodnie, po swojemu, tak jak się chce. Miejsce trzeba dostosować do siebie, a nie siebie do miejsca. Ja w zimowe miesiące z zazdrością myślę o ciepłymi, bezproblemowym ( a na pewno mniej problemowym) mieszkaniu, gdzie jasno i bezpiecznie. Ale jak na razie letnie plusy wynagradzają te wszystkie starania. Pozdrawiam serdecznie i życzę wszystkiego dobrego

  • Mariola 26 października 2018 at 15:50 Reply

    Z tym za dużym ogródkiem to bym nie przesadzała już ma być miejsce na sprzęty ogrodowe za chwilę pewnie piaskownica dla maluszka albo huśtawka albo w ogóle mini plac zabaw do tego trampolina (świetna także dla dorosłych) a latem koniecznie basen a ponieważ mały chlapie i tak będziesz mokra i zacznie no chodź ze mną to od razu proponuje duży i okaże się że ogródek za mały z tymi sprzętami 😉

    • SowaNaWsi 27 października 2018 at 11:47 Reply

      Witaj Mariola! No pewnie, że dojdzie nam trochę sprzętów, zwłaszcza w miarę jak nasz Urwis będzie rósł (kurde, już nie mogę się doczekać kiedy puszczę go wolno;) na podwórko i tam będzie siał zniszczenie, a nie w domu, hehe). Jednak nadal jestem zdania, że wszystkie to około-dziecięce sprzętory pomieściłby się na o połowę mniejszej powierzchni, a nawet jak nie, to nie zawsze trzeba mieć wszystko, prawda? Jestem raczej za minimalizowaniem ilości przetrzymywanych rzeczy, niż za ich gromadzeniem. A mniejszy ogród zapewniłby nam mniej pracy i nie wymagałby takich nakładów finansowych- czyli znowu czasu, za wszystko płacimy czasem.. Tak to widzę:) Pozdrowienia cieplutkie dla Ciebie i rodzinki:)

  • Laura 20 października 2018 at 22:17 Reply

    Wszyscy chyba dobrze wspominamy te „kilometry” do sklepu czy gdziekolwiek indziej. Możesz swoją drogę do sklepu potraktować jako „powrót do dzieciństwa”! Blog super! Na pewno z moja łobuziarą wybierzemy się w tamte okolice! A i w Was widać ogromną miłość. Brawo! Jest jakaś recepta na tak wspaniałe małżeństwo? 🙂 Oby jak najdłużej! Pozdrawiamy 🙂

    • SowaNaWsi 21 października 2018 at 08:49 Reply

      Cześć Laura, zapraszamy, naszego rejony naprawde warto odwirdzic 😁⛰⛰ W naszym związku są lepsze i gorsze chwile, czasami kłócimy się tak ze tchu mi bark i jestem na granicy omdlenia ( tak sie produkuje😊). Ale zawsze wracamy, no jestesmy tez swoimi najlepszymi przyjaciółmi 😚. I tak to widze. Dziekuje Tobie 😘😘

  • Marcjanna 16 października 2018 at 12:41 Reply

    Dla nas ważna jeszcze była szkoła i komunikacja miejska(jakakolwiek :p ) dla dziecka. Szału co prawda nie ma, ale mamy kilka autobusów na dobę i nawet jakiś pociąg do Wrocławia 😂, a do szkoły około kilometra(całe szczęście jest chodnik!).
    Sklep niestety też w odległości jakiś dwóch kilometrów, ale czynny chyba tylko do 19, więc jak wypijesz wieczorem lampkę wina to i tak będzie już zamknięty :p
    I wiesz jak to się mówi, że pierwszy dom jest dla wroga, drugi dla przyjaciela,a dopiero trzeci dla siebie 🙂

    • SowaNaWsi 16 października 2018 at 12:57 Reply

      Cześć Marcjanna, widzę że znasz mój ból zamkniętego sklepu i „tak za daleko żeby iść”:) Ale z tym drugim domem mnie zmartwiłaś, myślałam że to będzie już z górki:) Teraz staram się zaaklimatyzować z dala od cywilizacji- i tak już 2 lata się przyzwyczajam:) Masz racje komunikacja jest ważna kiedy ma się dzieciaczka w wieku szkolnym- mój, jak trochę podrośnie, będzie nieźle musiał się nadreptać na przystanek:) Ale my też, za szkolnych czasów, blisko nie miałyśmy… Pozdrawiam ciepło

Napisz komentarz