fbpx

Wakacje w Słowenii- 5 powodów ZA i 3 PRZECIW

Ostatnie nasze wakacje spędziliśmy w Słowenii. Tjaaaaaa…w Słowenii dokładnie. Pewnie teraz myślisz: gdzie, u licha leży Słowenia? A jeśli znasz położenie Słowenii to zastanawiasz się zapewne- PO CO TAM JECHAĆ? Przynajmniej tak reagowali nasi znajomi, kiedy mówiliśmy o tegorocznych planach wakacyjnych. Słowenia nie jest popularnym kierunkiem letnich wakacji. Często przejeżdża się przez nią w drodze do Chorwacji lub Grecji, ale czy warto obrać Słowenię za cel podróży? Sowa ma tym razem 8 argumentów- 5 za, 3 przeciw😊.

Najpierw zaznaczę, że nasza podróż nie należała do długich. Były to sześciodniowe wakacje… WE DWOJE, Upi! Dzięki uprzejmości naszych rodziców udało nam się pozostawić naszego Misiaka w domu (źli, okropni rodzice) i wyruszyć w podróż JakZaDawnychCzasów. I dobrze, bo Słowenia z małym dzieckiem to nie jest dobry pomysł. Ale o negatywach później, najpierw kilka słów o tym, dlaczego warto wybrać Słowenie na swoje wakacjole😊

ZA

1.PIRAN I JEGO KLIMAT

Piran to bez wątpienia najładniejsze miasto w Słowenii. To wysunięty cypelek, z plątaniną mega-wąskich uliczek, z którego możemy zobaczyć z jednej strony wybrzeże Włoskie i Alpy, z drugiej Chorwacje.

Po Piran spaceruje się bardzo przyjemnie, ponieważ miasto jest wolne od ruchu ulicznego. Tak, tak, autko trzeba zostawić na jednym z parkingów przed bramami miasta i udać się na około kilometrowy spacer(!!!) do centrum. Wiem, wiem, kłopotliwe, ale samo miasto na tym zyskuje. Promenada w Piranie ciągnie się wzdłuż cyplu i jest dość specyficzna- z jednej strony elegancje restauracje i modne bary, a zaraz obok, dosłownie na wyciągnięcie ręki, plażowicze.

W Piranie plażuje się WSZĘDZIE!- każdy skrawek promenady, płaski kamień z falochronu, przerwa między restauracjami albo betonowy podest- to wszystko JEDNA WIELKA PLAŻA. Turyści rozkładają leżaki lub nawet ręczniki na betonie i cieszą się słońcem i wodą, a gęsto rozmieszczone drabinki do wody ułatwiają sprawę.

Dzięki temu miasto, mimo historycznego charakteru, ma luźny, przyjazny klimat. A jeżeli chcecie poczuć jeszcze więcej luzu, po północnej stronie miasta, poniżej miejskich murów, rozciąga się plaża nudystów. Co ciekawe, plaża jest doskonale widoczna z obleganej ścieżki spacerowej. Mój Mąż aż nie chciał kończyć spaceru😊.

2.PIRAN NIE JEST MIASTEM DUCHÓW!

Znacie to wrażenie, kiedy przyjeżdżacie do historycznego miasta, typu Wenecji i w pewnym momencie zdajecie sobie sprawę, że miasto jest praktycznie niezamieszkałe, jedynie pełne hoteli i innych usług dla turystów. Czy nie czujecie się wtedy troszkę (może tak po dziecięcemu) oszukani? Bo ja TAK! Piran taki nie jest.

W Piranie mieszkają prawdziwi ludzie, co jest widoczne w domach, sklepach, usługach. Są tam szkoły, fryzjerzy, siłownie, piekarnie, markety – i inne miejsca których niezbędne do funkcjonowania. Mnie podobały się szczególnie poranne grupy ćwiczeniowe outdoorowe- była grupa jogi i grupa biegaczy która mijaliśmy codziennie rano.

3.ZACHÓD SŁOŃCA W PIRANIE

Niezwykłe zjawisko, nie tylko ze wzglądu na naturalne piękno. Oglądając zachód z skraju cyplu ma się wrażenie, że oglądanie odbywa się z końca świata. W chwili zachodu słońca ten kraniec miasta jest popularny wśród mieszkańców i turystów, ale jest to miłe zatłoczenie. Piran, ze swoim luzem i otwartością, przyciąga turystów wszelkiego rodzaju, i miło się znaleźć w takiej plątaninie osobowości.

4.JEDZENIE

Bardzo ważny punkt każdych naszych wakacji😊 Właśnie przez miłość do odwiedzania urokliwych kafejek i odkrywania lokalnych produktów w marketach najczęściej rezygnujemy z komfortowej opcji „all inclusive” na rzecz naszego „all we want”.

Jezdnie w Słowenii na pewno nas nie zawiodło. Byliśmy w rejonie nadmorskim więc prym wiodło oczywiście seefood, ale muszę je pochwalić za bardzo dobrą jakość i niespodziewanie niską cenę (zwłaszcza w samym Piranie).

Przykładowo, w restauracji Gostlina IVO, za dwie przystawki (w tym przepyszny gulasz z muli…nooo mniam, mule, masło, czosnek, pietruszka:😊), dwie zupy i dwa dania główne zapłaciliśmy 55 euro, czyli całkiem przyzwoicie. Ponadto w Piran są dwa markety, które oferują ciepłe pieczywo, i coś co mnie zaskoczyło- świeże sery. Do takiego zestawu dokupiliśmy wino oraz oliwki, i tak uzbrojeni pobiegliśmy ulokować się na jeden z wielu ławek na starym mieście. Po lewej stronie Piranu królują restauracje, natomiast prawa strona to głownie bary. Generalnie mniam!

5.POSTOJNA JAMA

Podczas drogi powrotnej nie można pominąć Jaskini Postojnej. Wiem, wiem… jeśli tak ja podczas wakacji marzycie jedynie o komforcie, odpoczynku i słuchaniu szumu morza na tarasie wygodnego hotelu to na hasło „zwiedzanie jaskini” po plechach pewnie przechodzi was zimny dreszcz. Ja w każdym razie tak właśnie mam, więc kiedy mój mąż, skądinąd pasjonat górnictwa, geologii i wszelkich skalnych dziwactw, powiedział, że MUSIMY tam pojechać po mojej twarzy przeszedł cień rozpaczy. Cień ten nabrał jeszcze na sile, kiedy sprawdziłam ceny Jamy- a małe nie są, o nie!! W sezonie letnim zwiedzanie jaskini kosztuje 27,90 euro, natomiast jeśli chcemy zwiedzić jeszcze zamek Predjama zapłacimy 42,80 Euro za osobę. Nie byłam więc pełna entuzjazmu kiedy wchodziliśmy do Jamy, ale powiem wam jedno: WARTO! Jeżeli będziecie kiedyś w Słowenii, lub będziecie przez ten kraj przejeżdżać wstąpcie proszę do Postojna Jama bo to istny cud natury.

24 klinometry podziemnych korytarzy, z których co chwila wchodzimy do pięknych skalnych komnat. Na mnie największe wrażenie zrobiła sala biała: skały w różnych odcieniach bieli i beżu, o poszarpanych kształtach robiły wrażenie tak przytulnego puchu, że pomyślałam „ tak musi wyglądać wnętrze Raffaello”!

Zwiedzanie trwa około półtorej godziny i odbywa się w języku angielskim. Do zwiedzania dostępnych jest 5,5 kilometra podziemnych korytarzy, z czego 4 kilometry to podróż kolejką, a jedynie 1,5 kilometra idziemy piechotą. Należy pamiętać o odpowiednim ubiorze, gdyż temperatura w jaskini ta około 15 stopni Celsjusza (brrr…nie rezygnujcie jednak jeżeli nie macie ciepłych rzeczy- przed wejściem do jaskini można zakupić specjalne okrycie za 4 euro). Mimo dużej ilości zwiedzających nie naczekamy się długo- zwiedzanie odbywa się co pół godziny, a czekanie na nie możemy sobie umilić w jednej z uroczych kafejek przed wejściem.

Pochwaliliśmy, a teraz czas trochę ponarzekać, żeby tę sławetną równowagę życiową zachować. Poniżej lista minusów jakie zauważaliśmy podczas naszej wyprawy do Słowenii.

PRZECIW!

1.BETONOWE KRÓLESTWO

Słowenia jest małym państwem z dostępem do morza… Ale, Ale!! Na plażowanie na rozległych plażach, pokrytych białym piaseczkiem nie ma co liczyć. Słowenia ma krótką linię brzegową i plaże tam są głownie betonowe. W Piranie ludzie plażują „na ulicy” w cieniu wiekowych kamienic. Poniżej, w miasteczku Portoroz znajdziemy zatokę Bernarda- chyba najlepsze miejsce do plażowania w całej Słowenii. Ale i tu poleżymy na betonie, a nie na piaseczku☹. Plusem są jednak tereny zielone, w tym dające cień drzewa, oraz basen. Wszystkie zejścia do morza są też głębokie, więc ciężko plażować z małymi dziećmi. Sama plaża jest bezpłatna, jednak za wynajem dwóch leżaków na cały dzień i wstęp na basen zapłacimy 16 euro.

2.DROGA DO PIEKIEŁ

Wybierając Słowenie kierowałam się także liczbą kilometrów do przejechania jako kryterium. No bo niby 860 km z naszej górskiej wioski… tjjjja, jak to ładnie brzmi. W porównaniu na przykład do włoskiej Gardy, którą często odwiedzam (1100 km) wydawała się to optymistyczna opcja.

Nie wszystko jednak złoto co się świeci. Kilometrów może mniej, ale czasowo trasa o wiele dłuższa (dłuższa także od czasu pokazanego przez oszukańcze Google Maps☹). I droga, bo na tygodniowy wyjazd musieliśmy kupić:

*winietę na Czechy – 79 złotych (a autostrad tylko około 100 km, i 4 zwężenia drogi powodujące dłuższe zastoje).

*winietę na Austrię- 68 zł

*winietę na Słowenię- 129 zł

Szybkości zawrotnej także nie osiągniemy, bo autostrady raczej słabej jakości i tłoczno na nich- cała wschodnia mknie na Chorwację. Więc niby blisko, a tak daleko.

3.BLED- WCALE NIE TAK ALPEJSKO

To największe rozczarowanie jakie w Słowenii nas spotkało. Bo pewnie kojarzysz obrazek pięknego alpejskiego jeziora z wyspą z uroczym kościółkiem pośrodku. Jeśli nie, to poniżej załączam foto. Pięknie, prawda? Też tak sądziliśmy więc dodaliśmy Bled do naszej listy „to see” i spędziliśmy tam dwa dni. Tyle że pięknie jest tylko z jednej strony- patrząc na jezioro.

Samo miasteczko Bled to natomiast zlepek architektonicznych pomyłek z kilu epok, w czym lata 90-te wiodą prym. Kuchni lokalnej też w Bled nie znajdziemy, za to włoską, amerykańską, koreańską czy chińską- proszę bardzo.

Ponadto nad jeziorem obowiązuje zakaz kąpieli co dla mnie jest niedorzeczne. Jeśli chcemy się wykąpać musimy zapłacić 12 euro za przywilej przesiadywania na małej, zatłoczonej plaży, okalanej barami fast food. Co prawda zakaz kąpieli jest średnio przestrzegany przez turystów parku Bled (więc my też go nie przestrzegaliśmy do końca, Upss!) ale kamienne wejścia do jeziora nie zachęcają. I kolejny wielki minus- moim tych obostrzeń Bled jest najbrudniejszym alpejskim jeziorem nad jakim dane było mi być. No, smuuuutek☹

 

Spodobał Ci się wpis? Śledź mnie na Instagramie i Facebooku

2 komentarze

  • Henryk 28 listopada 2018 at 19:36 Reply

    zaczytuje się w Twoim blogu już jakiś czas i uwielbiam go, ale co do Słowenii nie zgadzam się absolutnie, bo na podstawie Piranu nie można skreślać tak pięknego kraju. Co do Piranu – fakt- nie zachwyca- ale nic dziwnego bo Słowenia to przede wszystkim Alpy, zwłaszcza spływy turkusową rzeką Socza, setki wodospadów (Virje, Rinka są najpiękniesze), Wielka Korytnica (polecam), Logarska Dolina (kocham), dolina Bohinj z pięknym polodowcowym jeziorem, skocznie narciarskie w Planicy, Dolina 7 Jezior Triglavskich, przełęcz Vrsic, zamki w skale np. Predjamski Grad… i mógłbym tak w nieskończoność 🙂
    Mało komu kojarzy się z wybrzeżem Adriatyku i wg mnie słusznie, bo wybrzeże to nie reklama tego kraju. Warto dać jej szansę, bo ja dawno temu dałem i nie pożałowałem kolejnych wakacji.
    pozdrawiam cieplutko czekając na kolejne wpisy
    Henryk

    • SowaNaWsi 28 listopada 2018 at 21:30 Reply

      Cześć! Dziękuje za komentarz i ciepłe słowa:), Henryku, nie skreślam słoweńskiego kraju absolutnie. Samo Piran, to fakt miasto-potwór, ale ze swoimi betonowymi plażami i wąskimi uliczkami da się kochać. Alpejska Słowenia natomiast budzi we mnie dwojakie uczucia- było nam dane być na szczycie Mangart i super sprawa, natomiast miasto Bled okropnie rozczarowało komerchą i azjatycką- amerykańską kuchnią. Jednak później usłyszałam, że ( jak wspominasz) jezioro Bohinj jest o niebo różne od Bled i można się w nim zakochać. Sprawdzę inne Twoje podpowiedzi, Bardzo dziękuję:). Miłego wieczoru.

Napisz komentarz